Dziś bez głównego tematu, nieco filozoficznie, nieco bez sensu...
Zastanawialiście się kiedyś, jak by to było rzucić wszystko, co w danym momencie uwiera waszą duszę, ruszyć w nieznane i poszukać swojego szczęścia na drugim końcu świata?
Macie takie marzenie, które czeka na realizację w najbardziej kryzysowym momencie życia (mając jednocześnie nadzieję, że nigdy do tego wszystkiego nie dojdzie)?
Rozmawiałam o tym wczoraj z moją przyjaciółką, która po zwolnieniu z pracy nie wie, co ma ze sobą począć. W którym kierunku się zwrócić i gdzie szukać swego przeznaczenia...
Doszłyśmy do wniosku, że gdy plany A, B, C i wszystkie inne, oznaczone kolejnymi literami alfabetu, nie powiodą się, to zabierzemy ze sobą po plecaku i uciekniemy na jakąś tropikalną wyspę, by założyć tam mały bar na plaży, z wpadającą w ucho muzyką, kolorowymi drinkami i hamakami dla gości rozwieszonymi wśród palm...
A o czym Wy marzycie w takich momentach?

